|
W chwili obecnej Bazyl czuje się dobrze, dostaje 2j.ins. dziennie insuliny dwa razy w ciągu dnia. Do ustalenia dokładnej dawki insuliny potrzebny jest dłuższy okres ze względu reakcje organizmu. W ciągu reszty swojego życia Bazyl będzie potrzebował wszystkich, wymienionych niżej leków, preparatów i składników diety:
Leki Bazyla:
MEGACE (na apetyt) 100 zł
EM-X (przeciwrakowe) 205 zł
WILKAKORA (przeciwrakowe) 60 zł
ESNETIALE FORTE (ochrona wątroby) 30 zł
INTERFERON (uodparniający) 60 zł
FELISSIOMO (wzmocnienie tkanki łącznej i stawów) 70 zł
Sterydy (w stanach zapalnych) oraz zabieg usuwania kamienia nazębnego 120 zł
Paski do glukometru 50 szt (na miesiąc do półtora) 56 zł
Strzykawki insulinowe 20 zł
Insulina (Caninsulinn) 1 amp. 2,5 ml 20 zł
Badania krwi (co dwa miesiące) 85 zł
Dieta cukrzycowa:
Diabetic Royal Canina 0,400 kg 16 zł
Vet concept K3 1,5 kg (wystarczy na około 14 dni) 49 zł
Chude mięso wołowe lub indycze około 2 kg na tydzień 45 zł
(lub więcej jeśli to będzie cielęcina lub jagnięcina)
RAZEM 936 zł
Takim wydatkom co miesiąc nie jestem w stanie podołać. Do tej pory nie załamałam się dzięki Waszej pomocy, która umożliwiła przeprowadzenie Jego dokładnych badań i diagnozy.
Spróbuję teraz wyjaśnić dlaczego kolejny raz ośmielam się Was prosić o pomoc i to o pomoc systematyczną przez cały czas życia Bazyla. Jak wiecie mam jeszcze przygarnięte trzynaście innych kotów. Najstarszy z nich, 15 Pongo jest chory na nerki co wynika między innymi z jego statecznego wieku.
Następna w hierarchii jest Zuzia, która utraciła oko w dzieciństwie i jest alergiczką cierpi także z powodu złamanej w młodości łapy.
Bąbel ma 6 lat i od niedawna także ma problemy z nerkami.
Kolejne dwa koty, zwane przez nas 'ruską mafią' to Misza i Borys. Borys jest klasycznym przykładem kota bulimicznego. W stresie natychmiast zrzuca jedzenie i stan ten potrafi trwać przez kilka dni.
Kolejne para to Kacper i Oskar po 4 lata, przy czym Oskar też ma problemy z nerkami. Kropka i Gapek po 2 lata oraz Tosia, której wiek nie jest ustalony ponieważ u nas jest rok a znaleziona została zimą.
I najmłodszy przychówek: Nuka - 9 miesięcy ma za sobą koci katar z licznymi powikłaniami (zapalenia oskrzeli, zapalenia płuc) leczony niemal 5 miesiący, Hien i Igor rodzeństwo ośmiomiesięczne. Kilka tygodni temu, w trakcie zabiegu kastracji, dowiedziałam się, że Igorowi nie zeszło jedno jądro i potrzebna jest operacja otwierająca jamę brzuszną w czasie której musi być znalezione 'zagubione' jądro ponieważ konsekwencje wynikające z zaniechania jej mogą być bardzo poważne.
Mam jeszcze trzy psy: Rex jest najstarszy. Został wzięty z azylu i ma 14 lat. Prawdopodobnie w wyniku odniesionych urazów (w azylu znalazł się z interwencji) i zmian reumatologicznych kręgosłupa od roku ma bezwładne tylne łapy. Wymaga opieki polegającej między innymi na podawaniu leków na serce tudzież wštršbę, gotowaniu mu lekkostrawnego jedzenia (ryż i mielone mięsa), podkładniu pieluch (nie trzyma moczu ani kału), przewracaniu z jednego boku na drugi lecz ogólne badania i specjalistyczne (neurologiczne) nie kwalifikują go do uśpienia gdyż ich wynik jest bardzo dobry w stosunku do wieku. Jest pogodnym, kontaktowym staruszkiem, sprawującym niekwestionowaną pieczę nad całym domowym zwierzyńcem.
Tytus ma 8 lat, przyniosła go do mnie koleżanka po tym jak go znalazła na jezdni częściowo sparaliżowanego po potrąceniu przez samochód, którego kierowca zwiał z miejsca wypadku. Walka o odzyskanie sprawności przez niego trwała prawie rok i udało się. Z powodu niedożywienia w młodości i genetycznych skłoności
ma dysplazję stawów biodrowych. Z powodu wypadku i odniesionych w nim obrażeń dysplazja u Tytusa jest nieperacyjna. Teraz chodzi, merda ogonem choć okresowo wymaga leków przeciwzapalnych i przeciwreumatycznych.
Max ma 5 lat. Znalazł go mój syn gdy przymarzał do chodnika w wieku mniej więcej dwóch miesięcy. On jeden jest okazem zdrowia.
Tak wygląda moja gromadka (nie licząc dzieci), z którą do tej pory sobie radziłam lepiej lub gorzej. Momentami było ciężko ale kocham ich wszystkich. Od chwili kiedy Bazyl zaczął zapadać często na zachłystowe lub wirusowe zapalenia górnych dróg oddechowych a każdorazowe leczenie trwało dość długo postanowiłam spróbować pomóc mu. Liczyłyśmy z Weterynarzem, że operacja twarzoszczęki może pomóc ale okazało się, iż zwyrodnienie jest tak daleko posunięte, że szanse na powodzenie malały z dnia na dzień. Teraz po wykryciu cukrzycy już nie ma mowy o żadnej operacji. Bazyl i ja musimy żyć tak jak jest.
Moja tragedią jest fakt, że już nie daję rady finansowo. Pomagam Mu w jedzeniu, podaję leki, wykonuje zastrzyki insulinowe i inne konieczne zabiegi, które zajmują mi dużo czasu, a gdy jest chory nie sypiam nocami z obawy, że się zachłyśnie i udusi. Wszystko to mogę robić nadal, bez mrugnięcia okiem ale brakuje mi pieniędzy na jego leczenie, którego będzie potrzebował do końca życia.
Badania, prześwietlenia specjalistyczne, leki, diety, szczepienia, zakup glukometru, zabieg usunięcia chorych zębów i kamienia nazębnego w ostatnim czasie były możliwe tylko dzięki Wam, ludziom, których los Bazyla poruszył. Teraz Waszej opieki i wsparcia będziemy potrzebować długoterminowo. Dlatego bardzo proszę, jeżeli możecie pomóżcie Bazylowi i mnie zadbać o niezbędne dla Niego leki i dietę a z resztą sobie poradzę i będę najszczęśliwszą osobą ciesząc się każdym dniem spędzonym z Bazylem. Swiadomość, iż Bazyl i ja mamy tylu przyjaciół, dzięki którym możemy być razem sprawia, że codzienne zmagania stają się lżejsze. Za dotychczasową pomoc bardzo Wszystkim dziękuję, nie znajduję słów, którymi potrafiłabym wyrazić wdzięczność i podziękowania za okazaną nam dobroć i serca.
2008-01-21
Anna Głowacka-Rutkowska, ul. Zaleskiego 10/7, 31-525 Kraków.
ING Bank Sląski, O/Kraków, nr konta: 12105014451000002221222520.
Na wszelkie pytania czekam pod adresem: gloan@interia.pl
Po wykonaniu specjalistycznych zdjęć i konsultacjach z dwoma lekarzami weterynarii schorzenie Bazyla jest nieoperacyjne z powodu zbyt daleko posuniętych zmian zwyrodnieniowych. Przeprowadzenie operacji, zamiast przynieść poprawę może doprowadzić do pogorszenia i tak już złego stanu szczęki. Nawet nie ma pewności czy rany pooperacyjne będą się goić.
Bazyl jest zagrożony nowotworem kości szczęki, przez co potrzebuje, już do końca swoich dni, specjalistycznego leczenia przeciwzapalnego opartego na sterydach a także podawania preparatów zapobiegających powstawaniu narośli, które mogłyby zezłośliwieć.
W związku z tym zapadła decyzja o usunięciu tylko zepsutych zębów gdyż usunięcie wszystkich miałoby negatywny wpływ na gęstość kości i spowodowałby dalsze zniekształcenie twarzoszczęki. Zabieg został ustalony na 11 stycznia 2008 roku.
Zapobieganie stanom zapalnym pyszczka polegać ma na systematycznym, co dwa-trzy miesiące usuwaniu narastającego kamienia gromadzącego się na pozostałych zębach z powodu spożywania tylko miękkich pokarmów. Zabiegi te będą wykonywane pod narkozą, a że będą częste preparat usypiający będzie również inny niż zazwyczaj stosowany.
Dodatkowo, Bazyl musi być systematycznie szczepiony, w tym lekami podnoszącymi odporność typu Interferon. W razie kolejnych infekcji wywołanych wirusami, bakteriami czy zachłyśnięciami będzie wymagał antybiotyków najnowszych generacji, których skuteczność jest wysoka a toksyczność niska.
Ponadto stałym elementem Jego życia jest wysoko specjalistyczny, dietetyczny (lekkostrawny) pokarm. Jednocześnie będzie dostawał leki ochraniający wątrobę i nerki, które są niezwykle istotne a ich ewentualne uszkodzenie mogłoby sprawić, iż Bazyl nie mógłby już być ze mną.
Zdjęcia zostały przekazane do konsultacji na Uniwersytet Wrocławski. Czekamy z wielką niecierpliwością, nadzieją i obawą na jej wyniki.
Dotychczasowe leczenie Bazyla wyniosło ponad 1000 zł i planowanie dalszych zabiegów jest możliwe wyłącznie dzięki Waszej pomocy, za co serdecznie dziękuję, bo każdy dzień spędzony z Nim jest moim największym szczęściem.
Orientacyjny koszt Jego dalszego, miesięcznego leczenia (bez zabiegu usuwania zębów) będzie wynosił w granicach 400 - 500 zł.
Prosimy o trzymanie kciuków 11 stycznia za nas oboje.
2007-12-28
Trzy lata temu w zimie jakiś człowiek wyładował swoją frustrację na kocie. Był śnieg i mróz. Kot żył w piwnicy i był dokarmiany przez ludzi, ale tego feralnego dnia stał się ofiarą ludzkiej nienawiści. Ktoś go uderzył kijem, (co najmniej wielkości kija bejsbolowego) albo bardzo mocno kopnął. Efekt: złamana szczęka, wybite zęby i utrata lewego oka.
Znalazła go kobieta, która zaniosła biedaka do weterynarza i podjęła decyzję o leczeniu. Oko, a raczej miejsce po nim zostało zaszyte. Ze względu na wielkość obrażeń pyszczka złożenie szczeki zostało odłożone w czasie.
Po miesiącu, gdy leczenie największych ran dobiegało końca Pani zmieniła zdanie i zapowiedziała, że wypuści go z powrotem do piwnicy, jeżeli nie znajdzie się dla niego dom. Nikt go nie chciał. Od znajomych dowiedziałam się o tej sierocie kociej. Przygarnęłam go.
Wiele, bardzo wiele czasu musiało upłynąć, aby Bazyl nabrał zaufania do nowych ludzi i wszystkich dwięków domu, w którym mieszkało już kilkoro kotów oraz trzy psy. Rekonwalescencje przechodził w odrębnym pokoju bez kontaktów z innymi, czworonożnymi mieszkańcami. Z czasem okazało się, że żuchwa nie jest prawidłowo umiejscowiona w stawie.
Okazał się najcierpliwszym pacjentem, najbardziej przytulnym i łagodnym kotem. A swoją pokiereszowaną mordką ujmował wszystkich za serce.
Niedawno, gdy z pyszczka zaczęło mu niezbyt pięknie pachnieć (ze względu na uszkodzenia pyszczka nie ma możliwości kontrolowania mu stanu uzębienia przez zaglądanie tam) pojechałam z nim do weterynarza i po uśpieniu okazało się, że ma zepsute zęby, stan zapalny w pyszczku z podbiegnięciem ropnym. Po bardzo dokładnych oględzinach na jaw wyszły kolejne zmiany: wysunięcie się z drugiego stawu żuchwy oraz pojawienie się narośli kostnych na owych stawach, które to powodują dalsze przekrzywianie się szczęki, a to z olei powoduje brak możliwości pobierania pokarmu. Każda najdrobniejsza infekcja górnych dróg oddechowych grozi zachłyśnięciem wydzieliną, a w najgorszym wypadku uduszeniem.
Część popsutych zębów zostało usuniętych rok temu, stan zapalny wyleczony przy pomocy antybiotyków. Ale najgorsza dla Bazyla i dla mnie jest droga, którą musimy razem pokonać, żeby komfort jego życia poprawić w stopniu umożliwiającym mu samodzielnie posilanie się bez stałego zagrożenia zachłystowym zapaleniem płuc, które już kilka razy przechodziliśmy.
Na początek trzeba wykonać kilka specjalistycznych zdjęć rentgenowskich pyszczka i na ich podstawie usunięcie reszty zębów (nawet zdrowych), choć nie zostało ich tam dużo. Potem trzeba znalezć specjalistę, który podejmie się usunięcia narośli kostnych, ponownie złamie szczękę, wstawi żuchwę do obu stawów i wtedy zestawi złamanie tak, aby nie wsunęła się ze stawów i zrosła w sposób możliwie jak najbardziej zbliżony do normalnego kształtu.
Całość będzie składała się z kilku zabiegów. W Krakowie jest prawdopodobnie tylko jeden lekarz weterynarii, który mógłby się tego podjąć, a jeśli nie to taki zabieg można przeprowadzić we Wrocławiu na Akademii.
Nie przeprowadzenie tych skomplikowanych operacji cały czas grozi zaburzeniami w odżywianiu prowadzącymi do tego, że Bazyl będzie musiał być karmiony pozaustrojowo, co będzie dla niego męczarnią lub zagrożeniem kolejnymi zachłystowymi zapaleniami płuc, z których każdy może się okazać śmiertelny.
Mając w domu 14 innych kotów, z których znakomita większość wymaga stałej opieki lekarskiej, a każdy z nich ma za sobą podobną do Bazyla historię i inne uszkodzenia wymagające ciągłego podawania leków oraz trzech psów (jeden z azylu ma już 15 lat ma sparaliżowane kończyny tylne oraz dwa znalezione na ulicy także z różnymi dolegliwościami) nie jestem w stanie finansowo podołać kosztom zaplanowanych dla Bazyla zabiegów.
Do pełni obrazu dodam, że sama nie pracuję, ponieważ muszę być w każdej chwili gotowa do niesienia pomocy mojemu niepełnosprawnemu synowi (astma, alergia i padaczka).
Chcąc dopełnić zobowiązań, jakich podjęłam się przyjmując Bazyla pod swój dach po raz pierwszy w życiu muszę poprosić Was o pomoc finansową, która zapewni mu powrót do minimalnego poziomu zdrowia i pozwoli cieszyć się jego obecnością i kochać go jeszcze przez długie lata. Za okazaną nam dobroć ja i Bazyl będziemy wam szczerze wdzięczni do końca życia.

Bazyl 'ojcuje' Hienowi, a w tle siedzi Kropka.
Jednocześnie zapraszam do oglądnięcia zdjęć części pozostałych zwierząt. A Kilkoro z nich odeszło już za Tęczowy Most: Kasia i Amber. A przybyli i jeszcze nie mają zdjęć (z braku własnego aparatu):
1. Koty: Oskar, Gapek, Nuka, Igor, Hien, Kropka, Tosia,
2. Koszatniczka oraz świnka morska (także uratowane od uśpienia).
2007-11-28
|
|